3. Należąc

- Znajdzie się tu miejsce? - usłyszeli padające od drzwi pytanie.
Stał tam chłopak w ich wieku, o przydługich, ciemnych włosach i skośnych szarych oczach. Uśmiechał się do nich lekko, jakby sztywno, nieufnie. Był trochę niższy od Jamesa, a Remus, który okazał się całkiem wysoki, przewyższał go niemal o głowę.
- Oczywiście! - James z podekscytowaniem pokiwał głową. - Jestem James, a to Harith, Germaine i Remus.
- Syriusz - odpowiedział krótko chłopak. - Syriusz Black.
- Miło nam cię poznać, Syriuszu - uśmiechnęła się do niego ciepło Germaine, przesuwając się lekko, by zrobić miejsce dla nowego czarodzieja. - Jamie, wrzuć jego kufer na górę, a ty - spojrzała na młodego Blacka - siadaj. Nie bądź taki nerwowy.
- I mów mi Hari - dodał najniższy z chłopaków. - Tak jak Jamie, nie chcę słyszeć jak biali bezczeszczą moje imię.
- Jaidev - powiedział szybko James, widząc pytające spojrzenie dwóch nowych kolegów.
- Uniknąłem filipińskiego imienia tylko dlatego, że moja matka, bardzo chętna do skolonizowania, do punktu obsesji oszalała na punkcie gwiazd i ich imion... Tradycja - dodał po chwili ciszy Syriusz, rozluźniając się lekko.
Jechali po tym w ciszy, każde rozmyślając o swoich sprawach. Dopiero gdy obok ich przedziału przejeżdżał wózek ze słodyczami, grupa ożywiła się i, między ich piątką, zaczęła dzielić się nowo zakupionymi słodyczami.
- Do jakich domów chcecie trafić? - spytał Remus, w kilku kęsach pochłaniając czekoladowy batonik.
- Gryffindor - odpowiedzieli zgranie Potterowie.
- Tradycja w naszej rodzinie - dodała jeszcze Germie.
Syriusz na to pytanie jedynie wzruszył ramionami, mrucząc coś niezrozumiale o wiedźmach i starych prukwach. James, siedzący na przeciwko młodego Blacka, pochylił się w jego stronę.
- Chodź z nami do Lwów - powiedział podekscytowany. - Ty też, Remi. Będziemy wtedy wszyscy razem.
Germaine podskoczyła radośnie.
- Tak! Będziemy jak Trzej Muszkieterowie!
- Um... Co? - spytał elokwentnie Syriusz, nie łapiąc o czym mówiła dziewczyna.
- Taka mugolska opowieść - wytłumaczył mu Remus, uśmiechając się do wszystkich łagodnie. - To jest... nawet dobry pomysł, jakby się nad tym zastanowić.
- Dobra - powiedział w końcu Syriusz, wahając się lekko.
-I-I-I-
Wielka Sala zdawała się być jeszcze wspanialsza, niż Germie i Hari pamiętali. Na tle gwieździstego nieba, iskrzyły się palące świeczki, które lewitowały nad głowami studentów. Banery czterech domów wisiały nad czterema długimi stołami pełnymi starszych uczniów, którzy patrzyli na ich grupkę uważnie. W tym roku, pierwszorocznych było zaledwie 35, każdy więc zastanawiał się, który dom będzie miał mniej nowych uczniów.
Gdy pierwsze nazwisko zostało wyczytane i mała blondynka wyszła z tłumu w kierunku Tiary, zapadła cisza. Dopiero po głośnym 'HUFFLEPUFF!', Borsuki zaczęły wiwatować, a inne domy, z grzeczności, klaskać.
Dopiero po trzech następnych osobach nadeszła pora na Syriusza. Młody Black wyszedł z grupy niepewnie, jego twarz bez wyrazu. Chwiejnie usiadł na stołku, a gdy Tiara zasiadła na jego głowie, niemal zakrywając mu oczy, zacisnął dłonie na szatach.
- GRYFFINDOR!
Cisza.
Dopiero po kilku minutach, Syriusz chwiejnie doszedł do stołu Lwów, a ci, niepewnie, zaczęli klaskać, jako jedyni, ciesząc się z nowego domownika.
Po Syriuszu, następną osobą, która trafiła do Gryffindoru, była ruda dziewczynka, teraz z podekscytowaniem rozmawiająca z nieco bladym Syriuszem. Po niej, do Domu Lwa trafił Frank Longbottom, z którego rodziną przyjaźnili się ich rodzice, a zaraz po nim, wysoka dziewczynka w hijabie, ignorująca wszystkich, którzy wskazywali na nią palcami i śmiali się.
- Idioci - warknął James.
Jako hindusi, choć byli dziećmi jednego z najstarszych rodów szlacheckich, bardzo często spotykali się z rasizmem skierowanym na nich i Hermionę, której czarna skóra sprawiała, że ludzie potrafili patrzeć na nią z obrzydzeniem. Żyjąc z tym od dzieciństwa, nauczyli się to ignorować, jednak nie można było zaprzeczyć, że z każdą usłyszaną obelgą, coś się w nich zmieniało.
Hari, opierając się na jednej ze swoich kuli, położył rękę na ramieniu brata, zarówno by go uspokoić, jak i by samemu się opanować.
- Pokażemy im, Jaidev - wyszeptał mu do ucha. - Te gore log¹ zobaczą na co nas stać, gdy pobijemy ich we wszystkim, w czym uważają, że są najlepsi.
James zaśmiał się delikatnie i ścisnął dłoń brata, podtrzymując go delikatnie. Germie, uśmiechająca się delikatnie, patrząc na nich, wtuliła się w Jamesa z jego drugiej strony.
- Albo razem, albo w ogóle, eh? - spytała z rozbawieniem w głosie - Wstrząśniemy fundamentami tej szkoły.
Gdy nadeszła pora na nich, Germaine jako pierwsza trafiła pod Tiarę Przydziału. Kapelusz, zamiast opaść jej na głowę, jak większości jej poprzedników, osiadł na jej włosach. Sprawiło to, że cała Wielka Sala widziała niepewność na jej twarzy, a jej brwi zmarszczone były w zamyśleniu.
- GRYFFINDOR!
James i Hari klaskali radośnie, z całych sił wiwatując swoją siostrę. Dziewczyna, trzęsąc się, podeszła do swojego nowego stołu, gdzie, z wielkim uśmiechem, przywitali ją Remus, Syriusz i Frank.
Sortowanie Haritha zajęło jeszcze mniej niż Germie, co, jak myślał później chłopak, mogło być spowodowane jego ciągłym powtarzaniem "Gryffindor, Gryffindor, Gryffindor" w głowie. Po zdjęciu Tiary, podekscytowany usiadł obok swojej siostry, kładąc swoje kule pod stołem.
U Jamesa, kapelusz ledwo co dotknął jego głowy, nim wykrzyczał głośne "GRYFFINDOR", co sprawiło, że chłopak zeskoczył ze stołu, krzycząc głośno razem z wiwatującymi uczniami i niemal rzucił się na swoje rodzeństwo.
Po Potterach, jedynymi osobami, które dostały się do Gryffindoru, byli chłopak o blond włosach i okrągłej twarzy oraz niska dziewczynka z długim, brązowym warkoczem. Alice Tripe² była córką dwóch szanowanych czarodziei czystej krwi, których ich rodzice, razem z rodzicami Franka Longbottoma, gościli w Dworze Rodu Potter, co sprawiło, że młodzi Potterowie byli już z nią zakolegowani. Peter Pettigrew, za to, był dzieckiem rodziny czystej krwi, jednak wychowywany był przez babcię, Elvirę Pettigrew, o której zarówno Potterowie, jak i Longbottomowie czy Tripe'owie nie mieli nic dobrego do powiedzenia.
Ostatecznie, do Domu Lwa trafiło dziesięciu nowych uczniów, sześciu chłopców i cztery dziewczyny, którzy, wiedząc, że utknęli ze sobą na siedem lat, nie mieli żadnych problemów nawiązując nowe przyjaźnie.
-I-I-I-
Gdy w końcu przestali się kłócić o to, które łóżko kto dostanie, pokój chłopców szybko wypełnił się ich prywatnymi rzeczami.
Poza sześcioma łóżkami, w pokoju były także półki nocne, na których powoli zaczynały znajdować swoje miejsca zdjęcia i figurki, trzy duże szafy, w które, zamiast się rozpakować, wcisnęli swoje kufry, i kamienny kominek, w którym leniwie palił się ogień, i obok którego stał także wózek Hariego.
Minęły dwie godziny, nim do ich pokoju przyszły także dziewczyny, prowadzone przez Germaine, która niemal od razu dołączyła między swoich braci na łóżku Jamesa.
Lily, bo tak miała na imię ruda dziewczynka, z gracją usiadła obok Syriusza, uśmiechając się do niego delikatnie. Frank niemal przyciągnął do siebie Alice, ich dwójka będąc najlepszymi przyjaciółmi od kołyski. Jedynie Dimah 'mówcie mi Dorcas', jak się nazywała dziewczynka nosząca hijab pozostała stojąca, nim Remus poklepał materac swojego łóżka, przesuwając się, by zwolnić jej miejsca.
- Sądziłem, że trafię do Hufflepuffu - przyznał po chwili ciszy Peter, jego ciężki szkocki akcent przeciął milczenie jak siekiera.
- Ja miałem iść do Slytherinu - niemal wyszeptał Syriusz. - Matka oszaleje. Będzie próbowała mnie wydziedziczyć.
- Nie martw się - Lily delikatnie szturchnęła Blacka ramieniem. - Masz teraz nas.
- Lilka ma rację - dodał James. - Jesteśmy Gryfonami. Trzymamy się razem.

¹ gore log - (white people - tłumaczyłam z angielskiego) dosł. biali ludzie
² Rodzina Tripe jest według HP Wikia rodziną czystej krwi, nie jest ona jednak częścią Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki (Sacred Twenty-Eight)

Komentarze

  1. Witam,
    kochana autorko, ja tak przybywam tutaj z pytaniem, bo ostatnio byłam tutaj był rozdział 25 a teraz jak znalazłam czas aby go w końcu przeczytać, to.... nie wiem piszesz od początku czy co? ale powiem jedno będę czytała... choć nie wiem kiedy zacznę, niestety wyjeżdżam, i przez dłuższy czas nie będę miała dostępu do internetu....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział 25 był, przez chyba dwa tygodnie, po czym zorientowałam się, że nie podoba mi się to, co tu było opublikowane. Zaczęłam więc pisać od nowa. Dużo się tu zmieniło, od stylu strony po postacie, ale mam nadzieję, że będzie się podobało, bo zapowiada się sporo różnic.
      Dzięki za wenę, przyda się.
      cassiopieia

      Usuń

Prześlij komentarz